A co przyciąga ludzi do tego miejsca? Przepiękne, dziewicze widoki. Gatunki roślin i zwierząt występujące tylko tutaj. Rozpadające się rezydencje, ludzie jeżdżący starymi amerykańskimi samochodami – na ulicy spotkać można przedpotopowe chryslery, fordy, packardy; urokliwe, kolonialne miasteczka, które rozpadają się w imię zasady „nie moje, nie dbam”. A nade wszystko muzyka: rumba, mambo, cza-cza, salsa – muzyka która jest wszędzie, w literaturze, na ekranie, w sztukach plastycznych. tańczy się w lokalach i tańczy się na ulicy, nieraz do białego rana. Kuba jest pięknie przedstawiona w literaturze pisarzy, którzy najczęściej musieli wyjechać z wyspy. Być może jeszcze ponętny jest ów duch rewolucji, widoczny na każdym kroku, grafitti z Che Guevarą na ścianach domów i wiele gadżetów z jego podobizną. Rewolucja wygrała, burżuazja upadła, a najbardziej ironiczną pamiątką przeszłości jest być może rym „Cuba Libre” – Wolna Kuba….

Kubańska rzeczywistość nie jest wesoła. Hotele są państwowe. Tubylcy zdzierają z turystów, ile się da, a to podróbkami cygar, a to fałszywymi „zabytkowymi banknotami”. Brak tu dostępu do internetu, w telewizji i gazetach można wyczytać informacje o kolejnych sukcesach kraju, a sieć komórkowa jest państwowa. Niezależne dziennikarstwo praktycznie nie istnieje, określane jest przez władze na wyspie jako „płatni agenci imperialistyczni” Stanów Zjednoczonych, lub jako „robactwo”. Oczywiście tutejsze zapisy prawne zabraniają wszelkiej dyskryminacji ze względu na rasę, kolor skóry, płeć, pochodzenie, wiary. Te i inne formy dyskryminacji są surowo zabronione i konsekwentnie karane. Wszystkie organy publiczne oraz organizacje są zobowiązane do zapewnienia wszystkim ludziom takich samych praw i należytego szacunku. Jak wiadomo, w praktyce nie przeszkadzało to nigdy władzom stosować nieludzkich depresji względem realnych (bądź urojonych) przeciwników systemu.

Być może, w tym szaleństwie jest metoda. Każdy mieszkaniec wyspy należy do jakiejś organizacji i każdy jeden uważa, że jego miejsce w społeczeństwie jest ściśle określone przez doniosłą ważność jego roli jako jednego z tysięcy trybików, bez którego cała maszyna stanie. Ponad osiemdziesiąt procent Kubańczyków powyżej 14 roku życia należy do lokalnych Komitetów Obrony Rewolucji, a organizacje te zajmują się szerokim spektrum tematów, począwszy od obrony cywilnej wolontariat po zbiórkę śmieci. Natomiast niemal wszyscy dorośli, pracujący Kubańczycy należą do związków zawodowych. W tych organizacjach mają prawo wybierać swoich przedstawicieli, a więc posiadają pewne poczucie iluzorycznej władzy. Dając tym ludziom zajęcie i wpajając poczucie ich ważności, przy jednoczesnym skutecznym odcięciu ich od informacji, nie można liczyć na żadne zmiany. Obywatele Kuby być może myślą, że mogą zmieniać coś we władzach, a w rzeczywistości nie są w stanie zmienić kompletnie nic, poza cichym buntem. Oczywiście, tylko ci, którzy są świadomi sytuacji politycznej kraju. Brak informacji o świecie zewnętrznym powoduje brak porównania własnego życia z życiem innych, a opowieści turystów mogą być często odebrane jako zbyt fantastyczne. Aczkolwiek w przeciągu owych 50 lat z Kuby wyemigrowało prawdopodobnie półtora miliona ludzi… A ci, którzy zostali, prawdopodobnie godzą się na swój los i starają się jakkolwiek przeżyć i być może czekają, aż „coś” się w końcu zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *