Spaleni słońcem (cz3)

Wczorajszy dzień nazwaliśmy już przy śniadaniu dniem aklimatyzacji. Aklimatyzacja w naszym wydaniu składa się głównie z nierobienia niczego przeplatanego pluskaniem się w hotelowym basenie. Tak więc zaraz po śniadaniu zabraliśmy kremy do opalania i umieściliśmy nasze wątłe, białe ciała na drewnianych leżakach.

Napisałem, że zabraliśmy kremy, ale spragnione słońca umysły uczestników wyprawy nie podjęły decyzji o użyciu rzeczonych. Pływaliśmy więc, uczyliśmy Kamila pływać (pierwszy metr przepłynięty samodzielnie – gratulacje) i popijaliśmy rum HSE z colą i limetką. Żyć nie umierać.

Możliwość igraszek w pełnym słońcu spowodowała, iż jako przemęczeni przydługą zimą obywatele Rzeczypospolitej zapomnieliśmy, że jesteśmy stanowczo bliżej równika, a słońce nie świeci tu tak jak w Polsce. Po trzech godzinach w basenie i przy basenie (w pakiecie z krótką drzemką co poniektórych) efekt mógł być tylko jeden. Na razie nic jednak nie wróżyło katastrofy.

Wygłodniali udaliśmy się do lokalnej restauracji, gdzie kosztowaliśmy lokalnych (kreolskich) przysmaków i popijaliśmy mojito i inne lokalne drinki. Następnie udaliśmy się na marinę, gdzie podziwialiśmy mniejsze i całkiem duże jednostki, które tam zacumowały. Widok to piękny, zerknijcie na zdjęcia poniżej. Nie mogliśmy się już doczekać momentu kiedy zaokrętujemy się na naszej Atenie.

W czasie drogi powrotnej zaczęliśmy spostrzegać, że to co wcześniej wyglądało na niewinne zaróżowienia teraz jest czerwone jak diabli i piecze jak cholera. W hotelu rozpoczęliśmy akcję reanimacyjną – poszedł w ruch Panthenol oraz wszelkie kremy nawilżające. Kiedy już wszyscy wyglądaliśmy jak w czasie rytuału voodoo, przyszedł czas na przemyślenia.

Konkluzja jest oczywista: w tych szerokościach geograficznych kontakt ze słońcem nie powinien mieć miejsca bez uprzedniego nasmarowania wszystkich odsłoniętych części kremem z mocnym filtrem. Jak mawiał mój dziadek, gdyby głupota umiała latać… Tak czy siak wszyscy byli w świetnych humorach, a zemstę karaibskiego słońca potraktowaliśmy z pokorą jako pierwszą lekcję.

“Zapraszamy na Karaiby, najpiękniejsze miejsce na świecie, gdzie wszystko dzieje się wolniej a pogoda dopisuje zawsze i jest niezmienna. Live Slow, Sail More, Work Less”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *