Nowość
Kuba, wyspa kontrastów
29.09.2010
Kuba… Miejsce, gdzie nędza przeplata się z muzyką, a turyści patrzą na miejscowe ubóstwo jako na miejscową egzotykę. Komunistyczny kraj, który zachowując swój ustrój polityczny otworzył się na Zachód. Jak to się dzieje, że mimo różnorodności turystów i napływających prądów ten niewielki kawałek ziemi od ponad 50 lat tkwi w systemie komunistycznym? Co sprawia, że wyspa ta jest taka wyjątkowa?
Kuba aż do 2008 roku znajdowała się pod panowaniem twardej ręki Fidela Castro, który w oddał stanowisko prezydenta (czy też – tyrana?) swojemu bratu, Raulowi. Fidel przez niemal równe 50 lat konsekwentnie wprowadzał na wyspie komunistyczny system, trwający do obecnej chwili. Podejrzewam, że Polacy koło 60 nie mieliby przyjemności w obcowaniu z Kubą, gdyż dla nich obecna kubańska rzeczywistość jak żywo byłaby tą, jaka upadła w Polsce w 1989. Najbardziej jaskrawym dowodem jest na pewno fakt, że na wyspie brakuje najbardziej podstawowych rzeczy – artykułów higienicznych, ubrań, a jedzenie wydawane jest na kartki. Kiedy jedzie się tam z wycieczką, turysta ma dość ograniczony kontakt z ludnością, lecz podróż na własną rękę może zaszokować. Polacy z pokolenia około rocznika 80 już nie pamiętają rzeczywistości, wyrażającej się pustymi półkami w sklepach, staniem w kilometrowych kolejkach i kartkami na podstawowe produkty spożywcze. Być może zetknięcie się z rzeczywistością kubańską może nam uświadomić, jak właściwie wyglądały w pełni czasy naszych rodziców.
I tak, jedyne towary były dostępne w Pewexach, podobnie jest na Kubie – znajdują się tu sklepy, w których płaci się specjalnym peso convertible, dostępnym w zasadzie tylko dla turystów. Jakże sprytnie pomyślane: dla mieszkańców – peso kubańskie, dla przyjezdnych – peso convertible. Pomysł ten miał skutecznie oddzielić jedną grupę społeczną od drugiej. Oczywiście ludzie są pomysłowi i kombinują jak obejść te zakazy. Co więcej, dozgonną wdzięczność tubylców wywołują przedmioty takie, jak długopisy, kolorowe flamastry, szampony, zapalniczki, notesy… Czasem jakieś kobiety żebrzą o resztkę szamponu, mydła, jakieś ubranie… Na dobrą sprawę życie codzienne tych ludzi to horror z naszego punktu widzenia. W imię „rewolucyjnej sprawiedliwości” każdy obywatel Kuby zarabia tyle samo – czyli 10 dolarów, obojętnie, czy jest lekarzem, robotnikiem, nauczycielem. Dlatego większość młodych ludzi garnie się do pracy w turystyce – gdyż mogą otrzymywać napiwki, które są poza kontrolą rządu. Kelnerzy i taksówkarze zarabiają tu najwięcej, także dlatego, że na wyspie nie ma praktycznie transportu publicznego, autobusy kursują rzadko i są przepełnione, i wszędzie należy poruszać się taksówkami. Turyści na Kubie są najważniejsi – dzięki nimi mieszkańcy wyspy mają szansę cokolwiek zarobić. Oczywiście, oficjalnie na Kubie nie ma bezrobocia, a to dzięki sztucznym miejscom pracy i kompletnie surrealistycznym zawodom – to, co może robić jedna osoba, rozdzielone jest pomiędzy kilka, co w efekcie niemiłosiernie wydłuża czas oczekiwania na obsługę, na przykład w sklepie. Przykład: kasjerka, pani od papieru toaletowego, pani do szamponu, i tym podobne, a każda z tych osób skoncentrowana jest tylko i wyłącznie na swojej dziedzinie i nosa nie rusza poza nią. Tak, stykając się z tamtejszą rzeczywistością, należy mieć naprawdę sporo cierpliwości.
Turystyka jest chyba obecnie jedynym motorem napędowym w tym zakątku świata, bo co można powiedzieć o gospodarce? Przychód na wyspie nieubłagalnie się ogranicza. Eksport raczej ciągle spada, a zadłużenie kraju – rośnie… Dopóki istniał komunistyczny blok w Europie Wschodniej, Kuba eksportowała cukier, minerały, tekstylia, żywność, obuwie, cement, stal, radioodbiorniki, wyroby tytoniowe, nawozy sztuczne, chemikalia. Obecnie w związku z kompletną zmianą na mapie politycznej świata, państwu temu postaje tylko turystyka – żyła złota. Inne gałęzie produkcji są zwyczajnie zbyt przestarzałe.
A co przyciąga ludzi do tego miejsca? Przepiękne, dziewicze widoki. Gatunki roślin i zwierząt występujące tylko tutaj. Rozpadające się rezydencje, ludzie jeżdżący starymi amerykańskimi samochodami – na ulicy spotkać można przedpotopowe chryslery, fordy, packardy; urokliwe, kolonialne miasteczka, które rozpadają się w imię zasady „nie moje, nie dbam”. A nade wszystko muzyka: rumba, mambo, cza-cza, salsa – muzyka która jest wszędzie, w literaturze, na ekranie, w sztukach plastycznych. tańczy się w lokalach i tańczy się na ulicy, nieraz do białego rana. Kuba jest pięknie przedstawiona w literaturze pisarzy, którzy najczęściej musieli wyjechać z wyspy. Być może jeszcze ponętny jest ów duch rewolucji, widoczny na każdym kroku, grafitti z Che Guevarą na ścianach domów i wiele gadżetów z jego podobizną. Rewolucja wygrała, burżuazja upadła, a najbardziej ironiczną pamiątką przeszłości jest być może rym „Cuba Libre” – Wolna Kuba….
Kubańska rzeczywistość nie jest wesoła. Hotele są państwowe. Tubylcy zdzierają z turystów, ile się da, a to podróbkami cygar, a to fałszywymi „zabytkowymi banknotami”. Brak tu dostępu do internetu, w telewizji i gazetach można wyczytać informacje o kolejnych sukcesach kraju, a sieć komórkowa jest państwowa. Niezależne dziennikarstwo praktycznie nie istnieje, określane jest przez władze na wyspie jako „płatni agenci imperialistyczni” Stanów Zjednoczonych, lub jako „robactwo”. Oczywiście tutejsze zapisy prawne zabraniają wszelkiej dyskryminacji ze względu na rasę, kolor skóry, płeć, pochodzenie, wiary. Te i inne formy dyskryminacji są surowo zabronione i konsekwentnie karane. Wszystkie organy publiczne oraz organizacje są zobowiązane do zapewnienia wszystkim ludziom takich samych praw i należytego szacunku. Jak wiadomo, w praktyce nie przeszkadzało to nigdy władzom stosować nieludzkich depresji względem realnych (bądź urojonych) przeciwników systemu.
Być może, w tym szaleństwie jest metoda. Każdy mieszkaniec wyspy należy do jakiejś organizacji i każdy jeden uważa, że jego miejsce w społeczeństwie jest ściśle określone przez doniosłą ważność jego roli jako jednego z tysięcy trybików, bez którego cała maszyna stanie. Ponad osiemdziesiąt procent Kubańczyków powyżej 14 roku życia należy do lokalnych Komitetów Obrony Rewolucji, a organizacje te zajmują się szerokim spektrum tematów, począwszy od obrony cywilnej wolontariat po zbiórkę śmieci. Natomiast niemal wszyscy dorośli, pracujący Kubańczycy należą do związków zawodowych. W tych organizacjach mają prawo wybierać swoich przedstawicieli, a więc posiadają pewne poczucie iluzorycznej władzy. Dając tym ludziom zajęcie i wpajając poczucie ich ważności, przy jednoczesnym skutecznym odcięciu ich od informacji, nie można liczyć na żadne zmiany. Obywatele Kuby być może myślą, że mogą zmieniać coś we władzach, a w rzeczywistości nie są w stanie zmienić kompletnie nic, poza cichym buntem. Oczywiście, tylko ci, którzy są świadomi sytuacji politycznej kraju. Brak informacji o świecie zewnętrznym powoduje brak porównania własnego życia z życiem innych, a opowieści turystów mogą być często odebrane jako zbyt fantastyczne. Aczkolwiek w przeciągu owych 50 lat z Kuby wyemigrowało prawdopodobnie półtora miliona ludzi… A ci, którzy zostali, prawdopodobnie godzą się na swój los i starają się jakkolwiek przeżyć i być może czekają, aż „coś” się w końcu zmieni.
Zobacz także
- What to Look for in a SEO India and Internet Marketing India
- Polskie przepisy celne
- Ceny usług telekomunikacyjnych na Karaibach
- Zatoka Piratów - Wallilabou Bay
- Niewielka, rajska Mayreau
- Sucha, mistyczna Union Island
- Rajskie Canouan
- Magiczny Tobago Cays Marine Park
- Wyjątkowa wyspa Mustique
- Le Marin na Martynice





